Janusz A. Majcherek - Dlaczego Polacy są nieufni wobec Rosji 23.11.2009 14:46
Janusz A. Majcherek
Dlaczego Polacy są nieufni wobec Rosji
Stosunek Polaków do Rosji i Rosjan stanowi mieszankę poczucia wyższości i lęku. Tylko to pierwsze uczucie można uznać za nie w pełni uzasadnione. Brak zrozumienia przez zachodnioeuropejskie elity i część tamtejszych społeczeństw powodów polskiego strachu przed Rosją, uważany jest przez Polaków za wynik ignorancji i naiwności, mogących mieć zgubne skutki, a więc budzących dodatkowe obawy.
W Polsce opiniotwórczy intelektualiści wypominają rodakom niestosowność ich przekonania o kulturowej wyższości wobec narodu, który chlubi się Dostojewskim czy Czajkowskim, słynie z doskonałego baletu i dysponuje jedną z największych kolekcji dzieł sztuki, zgromadzonych w petersburskim Ermitażu. Wielość i wielorakość dokonań rosyjskich artystów i uczonych (każdy uczył się w szkole o Mendelejewie i Pawłowie) jest jednym ze źródeł uznania dla Rosjan i szacunku dla Rosji, okazywanego przez zachodnich Europejczyków oraz ich trudności ze zrozumieniem niechęci Polaków (a także innych społeczeństw tego regionu, zwłaszcza nadbałtyckich) wobec wschodniego sąsiada.
Różnica wynika stąd, że zachodni wielbiciele niektórych wytworów rosyjskiej kultury stosują wybiórcze znaczenie tego pojęcia, utożsamiając je właśnie z wybitnymi osiągnięciami literatury, sztuki i nauki. Polacy zaś, którzy zetknęli się aż nazbyt blisko z rosyjską kulturą w rozmaitych jej przejawach, odnoszą się do jej szerokiego zakresu, co jest zresztą bliższe naukowemu jej rozumieniu. Kultura w tym znaczeniu obejmuje też styl życia, typ dominującej mentalności i osobowości, wzory codziennych zachowań, model stosunków społecznych i ekonomicznych, poziom rozwoju cywilizacyjnego, stan infrastruktury i system polityczny. A te nie tylko nie mogą Polakom zaimponować, lecz są dla nich odstręczające.
Zachodnie wpływy, wschodnie zagrożenie
Jest obiektywną prawidłowością historyczną, że cywilizacyjno-kulturowe wpływy szły do Polski z zachodu, inspiracje wschodnie zaś miały przez wieki znaczenie marginalne (jeśli nie mylić ich z orientalizacją, wynikającą z oddziaływań tureckich, współkształtujących sarmatyzm, oryginalną kulturową formę polskiego baroku). Fazy rozwojowe kultury polskiej są odzwierciedleniem zachodnioeuropejskich (romańska, gotycka, renesansowa itd.), niemających paraleli w strefie prawosławia. Chodzi nie tylko o różnice między zachodnim (katolickim) i wschodnim (prawosławnym) chrześcijaństwem, lecz także o rytm i tempo rozwoju. W Polsce odpowiadały one zachodnioeuropejskim, niemającym na wschodzie odpowiedników. Polsko-niemiecki spór o etniczno-kulturowe afiliacje Kopernika można uważać za groteskowy, lecz ten najwybitniejszy bodaj uczony doby renesansu odbył studia na uniwersytecie krakowskim i spędził całe dojrzałe życie w służbie państwa i Kościoła polskiego. Najstarszy polski uniwersytet został bowiem założony w 1364 roku, wcześniej niż niemieckie (Heidelberg - 1386, Wiedeń - 1365). Pierwsze uniwersytety rosyjskie powstały dopiero w XVIII wieku. W czasach komunistycznych niektórzy wykształceni Polacy szeptali pokątnie i drwiąco, że dwa najstarsze uniwersytety na terenie Związku Sowieckiego założyli Polacy, na Litwie (Wilno) i Ukrainie (Lwów).
Jednostronnemu, zachodnioeuropejskiemu kierunkowi cywilizacyjno-kulturowego oddziaływania na Polskę (jeśli pominąć wspomniane orientalne wpływy XVII i XVIII wieku) sprzyjał długotrwały brak atrakcyjnych czy innowacyjnych osiągnięć rosyjskich w zakresie kultury materialnej oraz obcość tamtejszej kultury symbolicznej, osadzonej w estetyce i obrzędowości prawosławia. Znaczące wpływy rosyjskie w Polsce zostały narzucone siłą i wiążą się z cywilizacyjno-kulturowym regresem. W XVIII wieku rosyjskie wpływy polityczne ekspansjonistycznego państwa carów stały się niemożliwe do ignorowania, były już też niemożliwe do powstrzymania, co kojarzone jest przez Polaków z narodową tragedią.
Historyczny antagonizm wynikł nie tylko z konfliktu interesów dwóch państw czy monarchii, lecz radykalnej odmienności politycznych systemów. Polska ukształtowała w XVI wieku swoisty model demokracji, z wybieralnym monarchą i równością wszystkich obywateli (wówczas wprawdzie ograniczonych jedynie do stanu szlacheckiego, ale za to najliczniejszego w Europie, obejmującego około 10 procent społeczeństwa). Bezwzględne, brutalne, agresywne samodzierżawie rosyjskich carów budziło nie tylko grozę, ale i odrazę, połączoną z poczuciem wyższości, wynikającej z posiadanej i celebrowanej wolności. Odnosiło się ono także do carskich poddanych, znoszących pokornie, a nawet aprobatywnie polityczną tyranię. To poczucie pozostało w Polakach żywe do dziś i trudno je uznać za bezpodstawne. Podejmowane za czasów Jelcyna próby budowania demokracji w Rosji nie tylko skończyły się fiaskiem, ale ów okres jest przez tamtejsze społeczeństwo oceniany jako czas rozpadu państwa i nierządu, a Putin, który go zakończył przywróceniem jedynowładztwa, stał się idolem i narodowym bohaterem. Współcześni Polacy mają więc podstawy sądzić, że samodzierżawie jest stałym, nieusuwalnym elementem rosyjskiej kultury politycznej. Kontrast z anarchizującą polską demokracją jest wyraźny i wymowny.
Za zdumiewającą ciekawostkę można uznać, że putinowska Rosja ustanowiła swoje państwowe święto w dniu 4 listopada upamiętniającym… wypędzenie polskich okupantów Kremla w 1612 roku. Miała na to wpływ zapewne bliskość daty 7 listopada (według kalendarza gregoriańskiego), obchodzonej w ZSRR jako największe święto komunistyczne, na cześć bolszewickiego przewrotu, której to dacie nadano teraz po prostu inną interpretację, utrzymując bombastyczne uroczystości. Zaskoczonym Polakom przypomniano i wypomniano, że na początku XVII wieku, podczas ingerencji w spory dynastyczne na dworze carskim, polska załoga wojskowa przez wiele miesięcy stacjonowała na Kremlu i dopiero ogólnonarodowe powstanie ją stamtąd przegnało. Zaczęto we współczesnej Rosji przedstawiać ówczesne polskie panowanie jako nacechowane wyjątkową perfidią i bezprzykładnym okrucieństwem, ale to można uznać za typową propagandę nacjonalistyczno-martyrologiczną, natomiast uświadomienie Polakom, że niegdyś opanowali i długo utrzymywali Kreml, co nie udało się później najpotężniejszym rywalom Rosji, musiało wzbudzić mieszane refleksje.
Okcydentalizm i samodzierżawie
Polski stosunek do Rosji i Rosjan ukształtowała jednak późniejsza historia, upływająca pod znakiem stałej, agresywnej ekspansji rosyjskiej wobec Polski. Dokonana w drugiej połowie XVII wieku aneksja znacznej części Ukrainy stała się przestrogą, stanowiącą jedną z wytycznych obecnej polskiej polityki wschodniej: nie wolno pozwolić na podporządkowanie Ukrainy przez Rosję, bo ta staje się wówczas imperialną potęgą, zagrażającą Polsce. Niepodległa Ukraina jest gwarancją niepodległości Polski. To wyjaśnia obecną życzliwą politykę polską wobec Ukrainy, prowadzoną mimo bolesnych zaszłości we wzajemnych polsko-ukraińskich stosunkach, zwłaszcza z okresu II wojny światowej, oraz deprymujących perturbacji w obecnej wewnętrznej polityce ukraińskiej.
Jednym z rosyjskich paradoksów jest, że kiedy car Piotr I zdecydował się zerwać z zacofaniem i cywilizacyjnym niedorozwojem swego kraju, przeprowadzając stanowczą i szeroko zakrojoną okcydentalizację Rosji, dokonało się to w zespoleniu carskiego samodzierżawia z zachodnioeuropejskim oświeconym absolutyzmem. To wówczas, bodaj po raz pierwszy, europejscy luminarze doznali oczarowania Rosją, tak później charakterystycznego dla europejskich elit i tak zdumiewającego Polaków. Umysły i osobowości miary Voltaire’a czy Diderota dały się porwać wizji światłych władców rosyjskich przebudowujących swoje państwo zgodnie z oświeceniowymi ideałami politycznej racjonalności, nie dostrzegając brutalnej, nagiej i bezwzględnej siły stojącej za tymi poczynaniami i w gruncie rzeczy nimi powodującej. Później ten sam rodzaj bezkrytycznej fascynacji zachodnich intelektualistów wielkimi modernizacyjnymi przeobrażeniami będzie towarzyszył ustanawianiu i umacnianiu w Rosji komunizmu przez Lenina i Stalina.
Na drodze okcydentalizacji Rosji, pojmowanej jako zbliżenie do Zachodu poprzez przesuwanie własnych granic w jego kierunku, a zatem ekspansji terytorialnej ku niemu skierowanej, stała Polska. Dlatego od XVIII wieku jej opanowanie, podbicie, podporządkowanie będzie stałym dążeniem Rosji. Lecz podobnie jak podbicie Ukrainy czyni Rosję niebezpieczną dla Polski, tak podbicie Polski czyni ją groźną dla Europy, a przynajmniej europejskich potęg, zwłaszcza Niemiec. Dlatego w osiemnastym stuleciu Niemcy (co wówczas znaczyło Prusy i Austria) nie pozwolili Rosji podbić Polski, lecz zażądali jej części dla siebie. Porozumienia rozbiorowe rosyjsko-prusko-austriackie z końca XVIII wieku są do dziś traumatycznymi dla Polaków wydarzeniami historycznymi, oznaczającymi przecież unicestwienie ich państwa. To wyjaśnia odruchowy niepokój, z jakim Polacy odnoszą się do każdego porozumienia niemiecko-rosyjskiego, zawieranego ponad ich głowami, bez ich udziału lub uwzględnienia ich interesów. Brak złych zamiarów dzisiejszych Niemiec wobec Polski nie jest wystarczająco uspokajający, gdyż nieskrywanym dążeniem obecnej Rosji jest rozgrywanie partykularnych interesów państw członkowskich UE i NATO, w celu ich dezintegracji. "Europejska polityka Rosji jest jasna. Moskwa chce Europy oddzielnych krajów, z którymi będzie się dogadywać po kolei. Niemcy zostaną ozłocone lukratywnymi kontraktami energetycznymi i handlowymi. Francję się uwiedzie…” itd. Tego nie napisał żaden ogarnięty obsesjami Polak, lecz polityk brytyjski, Denis MacShane. Niedostrzeganie tej oczywistości przez część elit i społeczeństw zachodnioeuropejskich (w tym niemieckich) jest uważane w Polsce za dowód politycznej ślepoty i naiwności.
Rosyjskie panowanie, rosyjskie zacofanie
Ponadstuletnie panowanie rosyjskie oznaczało dla Polaków nie tylko cywilizacyjny, lecz także polityczny regres, gdy niemieckie (pruskie i austriackie) na podporządkowanych im ziemiach polskich jest oceniane bardziej ambiwalentnie. Wprawdzie oficjalna historiografia, zwłaszcza szkolna, traktuje wszystkich trzech zaborców równie negatywie, lecz ta mniej oficjalna dokonuje zróżnicowania. Najlepiej wypada ocena panowania austriackiego, oznaczającego od połowy XIX wieku autonomię polityczną i swobodny rozwój kultury polskiej na podległym jej obszarze. Dziś istnieje tam nawet rodzaj nostalgii za ówczesną epoką i formami życia. Znamienne, że zachodnie tereny obecnej Ukrainy, należące wówczas do Austro-Węgier, wykazują znaczącą odmienność wobec tych, które pozostawały pod władaniem Rosji. Prusy przyniosły na podporządkowane sobie ziemie polskie poważny dorobek cywilizacyjny, pruska praworządność i solidność budziła respekt, niemiecka kultura kusiła atrakcyjnością i innowacyjnością. Jednak agresywna akcja germanizacyjna odstręczała Polaków i budziła opór. Lecz dziś zachodnie tereny Polski są wyżej rozwinięte, a ich mieszkańcy bardziej proeuropejscy. Rosja była natomiast i jest postrzegana jako niemająca nic do zaoferowania, poza surowcami, z których zresztą robi obecnie polityczną kartę przetargową i narzędzie imperialnych knowań, co dodatkowo ją dezawuuje i od niej odstręcza.
Kulturowe podobieństwo i przeciwieństwo
A wszystko to mimo formalnego pokrewieństwa kulturowego obu narodów, związanego z przynależnością do słowiańszczyzny. Ten motyw jednak nie odgrywał w Polsce istotnej roli, inaczej niż w tych narodach słowiańskich, które pozostając pod panowaniem niemieckim (Czesi) czy osmańskim (Bułgarzy, Serbowie) upatrywały w Rosji obrończyni, opiekunki czy wręcz wyzwolicielki. Dopiero germanizacyjne ekscesy doby Bismarcka i powstałej pod jego egidą Rzeszy skłoniły część polskich elit do zbliżenia z Rosją, jako mniej groźnym wrogiem. Po II wojnie światowej Związek Sowiecki odnowił propagandowo tę zależność, dając do zrozumienia, że jego panowanie nad Polską daje jej ochronę przed roszczeniami niemieckich rewizjonistów.
Oczywiście wykształceni Polacy znają i doceniają wybitne dzieła kultury rosyjskiej. Traktują je jednak autonomicznie, a nie jako w pełni reprezentatywne dla tej kultury. Upodobania lub szacunku dla dzieł Tołstoja czy Prokofiewa nie rozciągają na całą kulturę rosyjską. Tym różnią się od elit zachodnich, które podziw dla Czechowa lub rosyjskiego baletu skłonne są przenosić na rosyjskie instytucje społeczno-polityczne i tamtejszych przywódców, obdarzając Rosję i Rosjan niepojętym dla Polaków kredytem zaufania. Podobny błąd niektórzy Polacy popełniali wobec instytucji, przywódców i funkcjonariuszy III Rzeszy, perswadując sobie i rodakom, że naród, który wydał Goethego i Beethovena nie może zachowywać się niekulturalnie, a potem długo nie dowierzając doniesieniom o nazistowskich zbrodniach, jako niemożliwych do popełnienia przez rodaków Kanta i Schillera.
Różnica zaś w tym, że Niemcy z niechlubnymi epizodami swej przeszłości i stosunku do Polaków rozliczają się od kilkudziesięciu lat (choć niektórzy starsi Polacy do dziś z kolei nie wierzą, by rodacy Hitlera i Eichmanna mogli być przyzwoitymi ludźmi), gdy Rosjanie na razie nie widzą w ogóle takiej potrzeby i powodów do tego. W Niemczech niewyobrażalne jest gloryfikowanie osiągnięć III Rzeszy, wychwalanie przywódczych talentów Hitlera, usprawiedliwianie działalności SS czy gestapo i negowanie lub tym bardziej usprawiedliwianie zbrodni dokonanych przez nazistów w obozach zagłady. Tymczasem w Rosji nostalgia za Związkiem Sowieckim jest powszechna, Stalin wciąż uważany za jednego z najwybitniejszych polityków, NKWD i KGB cieszą się poważaniem (Putin to ich wzorowy wychowanek i funkcjonariusz), a zbrodnie komunistyczne (w tym także te popełnione na Polakach) są kwestionowane lub usprawiedliwiane. Tym samym współcześni Rosjanie (a badania dowodzą powszechności tych postaw i ocen) biorą na siebie odium komunizmu, utrudniając Polakom oddzielanie rosyjskiego społeczeństwa i kultury od sowieckiego reżimu i jego zbrodni.
Ponieważ w Polsce pamiętany i wypominany jest pakt Ribbentrop-Mołotow, przypieczętowujący porozumienie Związku Sowieckiego z III Rzeszą co do likwidacji Polski i eksterminacji Polaków, więc we współczesnej Rosji pojawiły się interpretacje usprawiedliwiające… politykę Hitlera wobec Polski. Dla osłabienia odium płynącego ze współpracy Stalina z Hitlerem w latach 1939-1941 niektórzy historycy i ideolodzy rosyjscy gotowi są twierdzić, że Niemcy wówczas zachowywali się zupełnie przyzwoicie, a ich działania były reakcją na prowokacje i nieustępliwość Polaków. W ten sposób niektórzy (ale pełniący oficjalne funkcje) Rosjanie powtarzają dziś tezy propagandy hitlerowskiej. Reakcji Polaków można się domyślać. Istnieje niewątpliwe podobieństwo Polaków i Rosjan, wyrażające się w charakterystycznej duchowości - wylewnej i rozlewnej, melancholijnej i rzewnej, wyraźnie odmiennej od chłodnej i powściągliwej emocjonalności Niemców, Skandynawów czy Holendrów. To jednak tylko podobieństwo formy, a nie treści owej duchowości czy emocjonalności. W zbliżony sposób wyrażają się odmienne przeżycia i uczucia.
Był niegdyś czynnik, który upodabniał i zbliżał Polaków do Rosjan - wspólne zamiłowanie do wódki. Jednak w ciągu ostatnich dwudziestu lat Polacy zarzucili to upodobanie i przekształcili się w piwoszy. Ale nastąpiło to raczej bez wpływu Niemców, bardziej już Czechów, przede wszystkim zaś dzięki dobrej ofercie i atrakcyjnej promocji krajowego browarnictwa, jednego z najnowocześniejszych i najbardziej dynamicznych w Europie.
Janusz A. Majcherek
publicysta, profesor filozofii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.