Solidarność 1980-1989. Długa polska rewolucja 15.09.2009 13:14

Myśląc o rewolucji "Solidarności”, traktujmy ją jako proces rozciągnięty w czasie od roku 1980 do 1989. Nie byłoby roku 1989, gdyby nie było roku 1980 z takimi wydarzeniami jak Porozumienia Sierpniowe, kształtowanie się "Solidarności”, jej charakteru ideowego, a także elity personalnej - wszystkich osób, które w roku 1989 odegrały kluczową rolę, jak Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek, Adam Michnik i Jacek Kuroń oraz wielu innych.
Istnieje kilka czynników, które były ważne z perspektywy roku 1989, ale były kluczowe również z perspektywy roku 1980. Doświadczenia roku 1956 i jego konsekwencje w polskim życiu publicznym, kulturalnym, naukowym były przełomowe dla następnych kilku dziesięcioleci. To od tego momentu mamy w Polsce kilka bardzo istotnych zjawisk. Po pierwsze, niezależność i siłę Kościoła katolickiego; po drugie, niezależność i siłę środowisk intelektualnych, które od 1956 roku nie były przedłużeniem aparatu propagandowego, lecz uzyskały autonomię i później wielokrotnie jej broniły, tworząc zarazem pewne istotne fakty w życiu publicznym; po trzecie, przemyślenie doświadczeń wschodnioeuropejskiego komunizmu. Czym był stalinizm? Czym jest system poststalinowski? Powstało szereg ważnych tekstów na te tematy - Leszka Kołakowskiego, Stefana Kisielewskiego, Jacka Kuronia, Adama Michnika i innych. Zebrano szereg ważnych doświadczeń dotyczących oporu, istotnych dla lat 60. i 70. Kolejne zjawisko ważne dla powstania "Solidarności” to formowanie się opozycji demokratycznej w połowie lat 70., zwłaszcza koncepcji KOR-u walki i budowania samorządności, powstanie niezależnego obiegu wydawniczego. Wszystko to tworzy aurę intelektualną, jak również pewną swobodę rozważań politycznych nad celami i metodami działania ruchu wolnościowego. "Solidarność”, rok 1980, przychodzi na przygotowany myślowo grunt. Ten grunt jest też przygotowany przez Jana Pawła II i jego pielgrzymkę do Polski w 1979 roku.
Mówiąc o roku 1989, należy pamiętać o wszystkich powyższych aspektach. Są one w Polsce obecne jako doświadczenia opozycji, doświadczenia niezależnej aktywności społecznej, ale także doświadczenia obawy, aby proces przemian nie wypadł spod kontroli aktywnej opozycji. Była to refleksja nad perspektywami walki wolnościowej w sytuacji kraju niesuwerennego, czyli przemyślenie doświadczenia Węgrów w 1956, społeczeństwa, które odrzuca komunizm w jednym, gwałtownym ruchu, co prowadzi do interwencji sowieckiej. Następnie doświadczenia Czechów i Słowaków w 1968, czyli odgórnej autoreformy, rewizjonistycznej, dokonanej przez partię zmierzającą w kierunku poszerzenia wolności społeczeństwa, której skutkiem była również interwencja sowiecka. Te doświadczenia były bardzo ważne, tak jak i namysł nad nimi w 1980-81, kiedy sformowała się "Solidarność”, a ludzie, którzy ruchowi Solidarności przewodzili, starali się obu tych niebezpieczeństw uniknąć. Myśl strategiczna opozycji, formułowana przez jej intelektualistów i przywódców politycznych, polegała na szukaniu takiego rozwiązania, które by pozwoliło na ominięcie tej pułapki. To się do końca nie udało, 13 grudnia 1981 wprowadzono stan wojenny. Ale doświadczenie roku 1981, a także zamrożona przez kilka lat rewolucja, zostały odblokowane w roku 1989, tyle tylko, że w innej postaci.
Nie byłoby roku 1989, gdyby nie było Gorbaczowa i odwilży na Wschodzie. Pierestrojka umożliwiała polskim elitom, a także partyjnym reformatorom szukanie drogi modernizacji. Uruchomiony został pewien proces dynamiki społecznej i politycznej, który od Okrągłego Stołu przez wybory czerwcowe, rząd Mazowieckiego, prowadził do stopniowej zmiany systemu. Polsce było łatwiej i bardziej się mogła wysforować do przodu przez kilka elementów, których nasi sąsiedzi nie mieli. Takim elementem była siła Kościoła - to było naprawdę ważne. Kościół bowiem niezależnie od względów doktrynalnych budował przestrzeń obiegu dla alternatywnych wobec narzucanych przez władze idei, a także osłony dla ludzi w różnych sytuacjach zagrożonych, na przykład podczas trwania stanu wojennego. Ostatecznie Kościół został uznany zarówno przez opozycję i władzę za autorytet, rozjemcę i gwaranta kompromisu. Równie istotne było długo utrzymujące się doświadczenie - sięgam daleko wstecz, ale myślę, że trzeba o tym wspomnieć - II wojny światowej i pewnego wyobrażenia roli Polski w odniesieniu do tamtych wydarzeń. Chodzi o mocno tkwiące w Polakach poczucie, że my, Polacy, zachowywaliśmy się w czasie II wojny światowej jak trzeba, byliśmy po właściwej stronie, a mimo to spotkał nas taki los, na jaki nie zasłużyliśmy: utrata wolności, utrata niepodległości, dominacja sowiecka. To był element, który grał istotną rolę i, moim zdaniem, gra nadal w polskiej mentalności, także w relacjach z sąsiadami. W roku 1989 ten element był obecny w postaci przestrogi, by nie szarżować i nie ryzykować. Skłaniał do ostrożności, do pewnego namysłu nad podejmowanymi działaniami. Lata 1980-81 w Polsce to była prawdziwa rewolucja. Opowiadał mi niedawno Andrzej Wajda, że zanim zaczął kręcić "Dantona”, jesienią 1981 roku, gościł w Warszawie Gérarda Depardieu, z którym poszedł do siedziby "Solidarności” w Warszawie, czyli do Regionu Mazowsze. Reżyser i aktor patrzyli na to, co się tam działo, na tę atmosferę ożywienia, nerwowości, gorączki, niecierpliwości, zdenerwowania, bieganiny, na charakterystyczną atmosferę rewolucji, którą potem oglądamy na ekranie. Rok 1989 to już nie była rewolucja, panowała inna atmosfera; może rewolucyjny duch unosił się jeszcze podczas przygotowań do czerwcowych wyborów, ale to już była poważna polityka, w negocjacjach i układaniu kompromisu decydowały elity. Myśląc o wielu czynnikach kształtujących rok 1989, mocno bym zaakcentował kryzys gospodarczy - dla Polski miał on znaczenie szczególne, podobnie dla innych krajów naszej strefy, wówczas należących do tak zwanego zewnętrznego imperium (sowieckiego). Często zapomina się dzisiaj o ówczesnym kryzysie, ale w Polsce załamanie gospodarcze w końcu epoki Gierka było czynnikiem, który umożliwił bunt robotniczy. "Solidarność” zapewne by nie powstała, gdyby nie kryzys. Rozkład gospodarki był dominującym problemem w Polsce przez całe lata 80. i definitywnie przyczynił się do kompromitacji systemu. Ludzie związani z reżimem, w tym jego urzędnicy, także mieli poczucie, że system jest niesprawny. Zamrożona rewolucja społeczna napotkała więc w pewnym momencie na dość liczną grupę przedstawicieli reżimu, albo w ogóle na rządzących, którzy okazali się otwarci na zmianę systemową. Było to coś niezwykłego i rzadko obecnego w doświadczeniach poprzednich przełomów społecznych, a w perspektywie ideologii komunistycznej w ogóle niewyobrażalne. Kiedy się mówi o "Solidarności” nie sposób pominąć Jana Pawła II. Sam wybór Polaka na papieża to dla genezy "Solidarności” ważne wydarzenie. Reagując na wiadomość o wynikach konklawe ludzie mówili ze zdumieniem: jak to, Polak papieżem? To niemożliwe! Cudzoziemiec? Nie-Włoch? Taki fakt nie zdarzył się przez pięćset lat. Jeśli coś się nie wydarzyło przez pięćset lat, to można założyć, że nie zdarzy się nigdy. A jednak się wydarzyło i bardzo podniosło poczucie dumy i godności Polaków. W czerwcu 1979 roku papież przyjechał do Polski z pierwszą pielgrzymką. Była ona istotna nie tylko z przyczyn ideowych, tych słów zawartych w homilii w Warszawie: "Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”. Rzadziej się pamięta, że papież w czasie tej pielgrzymki mówił w Gnieźnie o duchowej jedności chrześcijańskiej Europy, zachodniej i wschodniej. Istnieje jedność Europy - to było powiedziane pierwszy raz tak dobitnie. Komuniści to zauważyli, istnieją dokumenty świadczące o próbach interwencji, uznali bowiem, że papież złamał niepisane zasady.
Pierwsza pielgrzymka papieża dała wszystkim Polakom możliwość samoorganizacji poza strukturami państwa. Miliony ludzi biorą udział w papieskich mszach. Ci ludzie idą, jadą, samoorganizują się, uczestniczą we mszy, wracają, po drodze sami sobie muszą zapewnić bezpieczeństwo, opiekę nad słabszymi, nad chorymi, tysięcznymi grupami idą ulicami bez udziału milicji, przeistaczają się w wielkie, wielomilionowe zgromadzenia. Ludzie poczuli wtedy, że mogą sami się zorganizować, i poczuli, jak jest ich dużo. Stoi nas milion na placu - sami dla siebie, nikomu nie chcemy zrobić krzywdy, ale jesteśmy suwerenni; my, niezależnie od rządzących. Bez tego doświadczenia 1979 roku, które ogarnęło parę wielkich miast, w sumie parę milionów ludzi, "Solidarność” byłaby trudna do wyobrażenia, a na pewno inna.
Jak patrzę na strajk w sierpniu 1980 roku, jak patrzę na historię strajku w innych miastach, na spokojną determinację, która jest charakterystyczna dla "Solidarności”, nikt nie wybija szyb, nikt nie chce nikogo pobić, nikt nikogo nie chce - nie daj Boże - powiesić, widzę po prostu wyłącznie spokojną determinację oraz poczucie siły, i poprzez to wymuszanie ustępstw.
Dla 1989 roku istotne znaczenie mają również stosunki polsko-niemieckie. W Polsce przez długi czas legitymizacja władzy komunistycznej odbywała się na zasadzie podtrzymywania lęku przed Niemcami w perspektywie doświadczeń II wojny światowej. W latach 70. i 80. następowało wygaszenie strachu przed Niemcami. Zachowania i wystąpienia polityków niemieckich - poczynając od Willy’ego Brandta przez Helmuta Schmidta - ale i tych, którzy należeli do Akcji Znak Pokuty, jak opozycja w NRD, środowiska kościelne, miały kolosalne znaczenie dla wygaszenia w Polsce obaw przed Niemcami. Bo gdyby były takie obawy, jak w latach 60., prawdopodobnie Polacy baliby się zrobić jakiś gwałtowniejszy ruch. Te obawy zostały uspokojone, w Polsce nastąpiło przyzwolenie na zjednoczenie Niemiec, co dwadzieścia lat wcześniej było rzeczą niewyobrażalną.
Trzeba jeszcze powiedzieć o zjawisku samopoczucia narodowego. To jest skomplikowana kwestia, a rok 1956 jest i w tej kwestii ważny. Od tego czasu reżimowi udało się zbudować taki obraz: owszem, to jest dyktatura zależna od Moskwy, ale jednak polska. Gomułki czy Gierka prawie nikt nie uważał za polityków niepolskich. A jednocześnie istniał problem wręcz schizofreniczny, to słowo dobrze oddaje stan myśli i emocji, bowiem prawie każdy rozdzielał na własny użytek płaszczyzny życia i zachowania w sferze publicznej i prywatnej. Przeciętny Polak funkcjonował zgodnie z ogólnymi zasadami konformizmu w życiu codziennym, w pracy, szkole, w obiegu oficjalnym, intelektualnym, publicystycznym, na zasadzie wyłączenia pewnych sfer, o których się nie mówi, nie poddaje weryfikacji. Gdy jednak wracał do domu, rozmawiał z żoną i dziećmi, gdy słuchał Wolnej Europy, żył w drugiej rzeczywistości. Jedno na drugie się nie przekładało.
Tak w gruncie rzeczy funkcjonowało całe społeczeństwo łącznie z klerem katolickim. W czasie wyborów do sejmu, 90 procent polskich księży głosowało tak, jak życzyły sobie władze, bez skreśleń. Tak więc ludzie, którzy już z samej natury wyznawanego światopoglądu znajdowali się w opozycji wobec systemu, a mówię o latach 60., też żyli w tej schizofrenii. "Solidarność” uruchomiła proces jej złamania. Nie tyle sam związek zawodowy, ale ruch społeczny i myślowy wyzwolony przez "Solidarność”. Ważne tu było doświadczenie ruchu opozycyjnego przed 1980 rokiem: KOR-u, niezależnej publicystyki podziemnej itd. Było to rzucenie pomysłu politycznego, który przekonał te młode elity, które potem staną się fundamentalnie ważne dla ruchu: dość tej schizofrenii, na wybory nie chodzimy, nie akceptujemy tego, nie będziemy mówili jednego publicznie, a drugiego prywatnie, zawsze mówmy to samo, niezależnie od okoliczności. Mówmy prawdę. Nie będziemy udawali, że o problemach polsko-sowieckich - a cała ta sfera była wyłączona z publicznego dyskursu (rok 1920, Katyń, represje sowieckie, represje przeciwko AK) - nie wiemy i nie rozmawiamy.
Opozycja złamała tę zasadę. Różne nieobecne dotąd tematy i wątki pojawiały się w obiegu środowisk opozycyjnych, a następnie przeszły do dyskusji i obiegu wydawniczego "Solidarności”. "Solidarność” i pod tym względem była silnym przeżyciem narodowym. Ale jednocześnie to odwołanie do tragicznych kart przeszłości narodowej miało taki charakter, że nie było wymierzone w innych, nie miało charakteru nacjonalistycznego. Chociaż na przykład mieszkający w Polsce Białorusini obawiali się "Solidarność”, ale już Ukraińcy niekoniecznie.
W swoim głównym nurcie "Solidarność” niosła afirmację tradycji narodowej, lecz rozumianej w taki sposób, że my, Polacy jednocześnie się otwieramy na innych, jesteśmy wobec nich przyjaźni. Mamy narodowe poczucie siły, ale nie ma w nim miejsca na agresję. Niewątpliwie służyło to dowartościowaniu narodu, ale także dowartościowaniu takiego nastawienia wobec sąsiadów, które akceptuje wspólne działania z sąsiadami. Było to bardzo istotne w stosunku do Czechów, ale też wobec Litwinów. Potem, w późniejszych latach 80. otwieranie się elit ruchu Solidarności i szukanie sojuszników nie było procesem wyłącznie spontanicznym, ale przemyslanym. Trwały debaty, toczyły się dyskusje. Wcześniej takie rozmowy toczyły się na emigracji, uczestniczył w nich między innymi Bohdan Osadczuk, ale w latach 80. te tematy podejmowano w różnych czasopismach wydawanych poza cenzurą. Szukano pomostów i porozumienia z Ukraińcami, Litwinami, Czechami - z Węgrami i Rosjanami mniej - i budowano poczucie narodowe pozytywne, pozbawione obaw i jakiegokolwiek elementu rewindykacji. Wytworzenie takiego stanu świadomości i ducha w perspektywie roku 1989 nie jest przecież takie oczywiste, jeżeli pamiętamy, że po II wojnie światowej granice Polski zostały przesunięte, że istniała kwestia Wilna i Lwowa. Były okresy, kiedy na tych elementach pewne środowiska próbowały zbudować nacjonalistyczny kapitał polityczny, który mógłby skomplikować historię. Tak się nie stało, ponieważ odpowiednio przeżyte i zinterpretowane doświadczenia, niesione przez elity, w tym Jana Pawła II, i rozszerzane w społeczności solidarnościowej uniemożliwiały tego typu resentymenty, a przez to przyczyniły się do powodzenia przemian roku 1989 w skali Europy.
Zastanawiając się nad innymi rewolucjami, na przykład nad Rewolucją Francuską, widzimy, że na początku jest okres uniesienia, radości, poczucia samorealizacji, zdobycia wolności, lecz potem przychodzi przytłaczająca codzienność i pojawiają się różne kłopoty, przede wszystkim ekonomiczne. Piękna barwa rewolucji się dewaluuje. Ona wraca wprawdzie jakiś czas potem, w następnym pokoleniu, ponieważ po dłuższym czasie pamięta się efekt, ale niekoniecznie pamięta się bolesne doświadczenie tego okresu.
Dziś w Polsce doszło do ogromnej dewaluacji pamięci o tamtych czasach. Jest nie tylko problem z Lechem Wałęsą, ale także z Okrągłym Stołem. W zasadzie nie obchodzono jego rocznicy - ona minęła, a wszyscy ją bokiem obchodzili, chociaż to początek polskiej niepodległości. Dlaczego? Ponieważ rok 1989 zapoczątkował przebudowę społeczno-ekonomiczną, która dla wielu ludzi była bardzo bolesna. Wprowadzenie kapitalizmu w miejsce gospodarki socjalistycznej spowodowało załamanie poczucia bezpieczeństwa socjalnego w wielu grupach społecznych. Wykształciły się grupy zamożne, zaś inne grupy - między innymi robotnicy - poczuły, że straciły swoją dotychczasową pozycję materialną. Przemiany ekonomiczno-społeczne spowodowały, że duża część Polaków albo poczuła się mniej lub bardziej zdegradowana, albo - patrząc na innych - nie odczuwa materialnego poczucia sukcesu, jaki by chciała osiągnąć. Nazywam to truciznami transformacji. Wywołują one pretensje wobec ludzi roku 1989, wobec Wałęsy, Mazowieckiego, Geremka - pretensje dotyczące bezrobocia, niskich emerytur czy wyższych kosztów leczenia.
Są to pretensje naturalne, nieuchronne. Politycy-twarze transformacji, odpowiadają też i za koszty transformacji, które były nieuniknione. W każdym społeczeństwie istnieją przecież dysproporcje społeczne, ale szczególnie silnie odczuwane są przez tych, którzy bezpośrednio doświadczyli owej wielkiej przemiany społecznej, często nie chcą się z tym pogodzić i mają pretensje. Bywa to wykorzystywane w grze politycznej, w atakach politycznych - również na Wałęsę. Wystarczy poczytać fora internetowe, gdzie najczęściej pojawiające się ataki można streścić następująco: dlaczego tak zrobiłeś, że zbankrutował przemysł, zbankrutowały nasze miejsca pracy, a my jesteśmy biedni? Miałeś komunistów "puścić w skarpetkach”, a co uczyniłeś? Takie jest jądro pretensji, do których dolepia się różne oskarżenia polityczne, na które jeszcze nakłada się zanik pamięci. Dlatego wspomniałem wyżej, że trzeba przypominać o stanie gospodarki tamtego czasu, ponieważ współcześnie ludzie nie pamiętają już o rozmiarach kryzysu. Moi studenci w ogóle nie biorą pod uwagę ówczesnego kryzysu gospodarczego, on nie bardzo mieści się w ich głowach. Coraz rzadziej pamięta się o tym, czym był Związek Sowiecki, że był wielkim zagrożeniem, a na granicy nie tylko wschodniej, ale i polsko-enerdowskiej stały czołgi. Zanik tej świadomości u ludzi młodych oznacza równocześnie zanik pamięci o tych wielkich rzeczach, których dokonaliśmy zarówno my, jak i nasi sąsiedzi, nasi przyjaciele. Zanik pamięci i trudy transformacji powodują, że wyjątkowość tamtej epoki nie jest tak doceniana, jak doceniana być powinna.
Ale bądźmy optymistami. To rzeczywiście była wielka rzecz, można ją rozpatrywać w kategoriach cudu. Polski cud polegał na tym - aż się dziś wierzyć nie chce - że przywódcy podziemia, ludzie prześladowani, usiedli i porozumieli się z generałem Jaruzelskim, twórcą stanu wojennego, człowiekiem, który zamykał ich w więzieniu. To porozumienie okazało się stabilne - można było zacząć budować demokratyczne państwo. I bez konfliktu, tym bardziej przelania krwi, generał oddał władzę ludziom "Solidarności”. Nasz region Europy okazał się stabilny, utrwaliły się w nim rządy demokratyczne. Moim zdaniem, był to wielki sukces. I nie sądzę, by historyczna ocena mogła być inna.

Andrzej Friszke
profesor historii, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN, redaktor miesięcznika "Więź”, przewodniczący zarządu stowarzyszenia Archiwum Solidarności, autor książki "Polska. Losy państwa i narodu 1939-1989" (Warszawa 2003), mieszka w Warszawie.

Powyższy tekst stanowi zapis wykładu, który Andrzej Friszke wygłosił w ramach cyklu "Europa - niedokończona przygoda”. Odbywający się od roku 2007 w Berlinie cykl dyskusji organizowany jest wspólnie przez Instytut Polski w Berlinie, Przedstawicielstwo Landu Brandenburgii przy Bundesracie oraz redakcję magazynu DIALOG.

Magazyn DIALOG nr 88


Artykuł ukazał się w numerze:

Magazyn DIALOG nr 88

12,00 zł (z VAT)

do koszyka